piątek, 30 stycznia 2009

Amritsar, czyli basen pelen nektaru

Rishikesh przebojem wdarl sie na szczyty osobistej i subiektywnej listy najprzyjemniejszych miejsc w Indiach. Jest tam spokojnie, nienachalnie, pieknie, rzadzi natura i w ogole cudnie. Szkoda, ze nie mialem dwoch dni wiecej, zlapalbym autobus i pojechalbym do Joshimath albo gdzies w poblize drugiego sczzytu Indii - Nanda Devi (7816), zeby chociaz z daleka popatrzec. Zrobilem jedynie kilka trasek malenkich, powloczylem sie troche po okolicy, ale jako ze oni nie znaja tutaj samodzielnych szlakow turystycznych, nie dalo sie pochodzic za wiele poza szosami.
Z bolem serca opuscilem wiec oaze spokoju i pojawilem sie dzisiaj rano w Amritsarze. I tu kolejne bardzo przyjemne doswiadczenie. Otoz Amritsar (Amrit Sarowar oznacza tytulowy basen nektaru) to stolica Sikhow, czyli ludu, ktorego religijnym guru (tworca sikhizmu) jest Guru Nanak. Byl to czlek, ktory wyprzedzil swoja epoke: w XVI w. wymyslil sobie, ze wszyscy ludzie sa sobie rowni, kazdy ma prawo do posilku, biednym trzeba pomagac, a owocami swojej pracy sie dzielic. Wszystkie te idee w pelni realizowane sa w duchowym sercu tej religii - Golden Temple, czyli Zlotej Swiatyni. Swiatynia faktycznie lsni szczerozlotym kolorem (podobno na pokrycie kopuly zuzyto 750 kg tego kruszczu). No ale wracajac do wartosci: kazdy kto tu przybedzie, znajdzie kat do spania, moze sie najesc do syta, korzystac z umywalni, prysznicow itd. itp. Taka juz natura Sikhow: dzielic sie ile. Nie musze dodawac, ze posilki sa calkiem pyszne, a ich wydawanie odbywa sie w trybie ciaglym, tzn. podczas gdy jedna hala przyjmuje stolujacych sie, druga jest sprzatana i przygotowywana na przyjecie kolejnej fali, i tak na przemian. Dziala to swietnie. Mam oczywiscie miejscowe w purytanskim pokoju 3-osobowym (standard mnie nigdy nie obchodzil, pod warunkiem ze sciany nie zyja wlasnym zyciem i mrowki czy karaluchy nie maja gniazda w lozku :-), bez oplat rzecz jasna.
Wyprawilem sie tez na oslwaiona granice hindusko-pakistanska. Jedyne przejscie graniczne miedzy tymi krajami miesci sie w odleglym o 30 km Attari. Sa tam trybuny dla widzow, gosciu ktory dyryguje tlumem i w ogole wyglada to jak zawody sportowe. Ceremonia zamkniecia granicy odbywa sie o ustalonej porze, trwa pol godziny i - jak dla mnie - jest bardziej spektaklem kabaretowym niz pokazem sily. Cos jak ministerstwo glupich krork Monthy Pythona. Naprawde :-). Jak sie uda to zamieszcze krotkie filmiki, ktorych nie omieszkalem wykonac. Oczywiscie jak granica miedzy krajami niespecjalnie lubiacymi sie, to i druga strona nie pozostaje dluzna: tez sa trybuny, troche moze inne, bo widac podzial na plci, jest troche ciszej, no i zamisat "Hindustan Zindabad!" (niech zyja Indie), krzyczy sie "Pakistan ....." (costam, nie doslyszalem :-). Ludzi co niemiara, klimat momentami, jak juz pisalem, jak na stadionie sportowym, momentami jak na imprezie techno, i tak to sie odbywa codzienny ognisty pokaz patriotyzmu.
No to tyle. Jutro pojde sobie obejrzec kilka muzeow Sikhizmu. Pewnie nie wiecie, ale Indire Gandhi podobno zabili jej sikhijscy ochroniarze w odwecie za represje wobec wlasnie Sikhow mieszkajacych tutaj, w stanie Punjab.
Poranny widoczek w Rishikesh. W tym kierunku w linii prostej 100km do Nanda Devi :-).


Ganges to tez raj dla rafterow...

... Widac dlaczego.
A to swiete ghaty w Haridwarze. Wedlug wierzen hinduistow tutaj Siva upuscil krople niebianskiego nektaru. Kapiel w tych ghatach skutkuje rozgrzeszeniem.


A to juz Amritsar, centralny punkt - Zlota Swiatynia.

Warto ja obejrzec z roznych perspektyw i o roznych porach dnia. Zmienia sie bardzo mocno.


A to przejscie graniczne w Attari.

Widac kawalek autobusu Delhi-Lahore, zapewniajacego chyba jedyne regularne polaczenie pasazerskie miedzy tymi Indiami i Pakistanem.

Chcieli dogryzc Pak ?;-)

Granica wyglada groznie...


Kawalek Gangesu.

poniedziałek, 26 stycznia 2009

Zmiany, zmiany... Co tam, Panie, W Rishikesh za oknem ?

A za oknem, Panie, Ganges plynie. Troche niewielki jeszcze, taki cos jak Poprad w Polsce. No i czysty nad wyraz jak na Indie. Moze trzyma nawet 3-cia klase czystosci jeszcze. Ale po Minieciu Haridwaru odleglego o 25 km to juz na pewno nie trzyma zadnej klasy, nawet scieku ;-).
Mowie tak po doznaniach jakie mialem w trakcie przechadzki mostem na rzece Yamuna w Agrze. Widok zaiste oplakany: mielizny w tej rzece tworzyly sie nie z piasku, lecz ze smieci. Przejrzystosc wody wynosila 0 (slownie: zero), w porywach moze pare centymetrow.
Niestet swiadomosc ekologiczna tego narodu nie istnieje. Wyrzucaja smieci gdziekowliek: za plot wlasnej posesji, za okno wagonu kolejowego, pod nogi itd. itp. Jedynie tutaj, na brzegach Gangesu, smieci nie widac. Ale nie wiem czy to jest norma na calym biegu rzeki.
No ale moze po kolei bo nie pisalem nic od klliku dni.
Agra to miasto ciekawe na dwa dni, a ja nieszczesny spedzielm tam ich az 5. Wynudzilem sie wiec okropnie pod koniec. Samo miasto jest brudne (przemysl chemiczy) i chaotyczne, do tego wielkie i nieprzyjemne do eksploracji pieszej (a to lubie najbardziej ;-).
Oprocz mimo wszystko przereklamowanego Taj Mahal (za 750 rupii to oni powinni tam odstawic rewie na lodzie :-) i fortu Agra nie ma w zasadzie nic ciekawego.
Na szczescie jakies 40 km od Agry jest ciekawe miasto Fatehpur Sikri. Najwiekszy wladca imperium Mughal, Akbar Wielki zalozyl to miasto z intencjami stworzenia miasta idealnego. I wszystko byloby OK gdyby nie fakt, ze warunki naturalne uniemozliwialy pozyskanie odpowidniej ilosci wody. Miasto borykalo sie wiez z problemami braku wody, az wkrotce po smierci Akbara, zostalo opuszczone. No i wyglada bardzo ciekawie. Glowny kompleks ze swiatynia Jama Masjid, bedaca wierna kopie centrum muzulmanskiego w Mekce i doprawdy imponujaca, gigantyczna brama wjazdowa (54 metry wysokosci !) robie wrazenie. Byc moze jeszcze lepsze wrazenia pozostawia zrujnowana, nieco zaniedbana, miejska czesc Fatehpur Sikri. Hula tam sobie wiatr, Hindusi przychodza w ruiny posiedziec, posluchac swojej bollywoodzkiej muzyki z komorek itd itp. Ciekawe miejsce, polecam.
Z Agry wydostalem sie pociagiem dziennym, ktory wlokl sie niemilosiernie do Haridwaru. Zamiast 11 godzin podroz zajela wiec ponad 13 i zmuszony bylem do spedzenia jedne nocki awaryjnie w jakimkolwiek hotelu w tym miescie. Troche sie wyspalem i dzisiaj z rana ruszylem do Rishikesh.
Sam Rishikesh to jedno ze swietych miejsc hinduistow: mnostwo tu swiatyn, do tego piekne krajobrazy - w koncu to jz Himalaje, co prawda wygladaja ja nasze Bieszczady (czyli pieknie), ale za wysokie nie sa.
Za to miejsce samo w sobie ma niezwykly spokoj, bez lkaksonow, halasliwych bazarow i innych hinduskich skladnikow dnia codziennego. Calkiem bardzo przyjemnie. Do tego znalazlem przypadkiem bardzo przyjemny hotel, pokoj czysty jak chyba jeszcze nigdy, z tarasem, normalnie brakuje tylko telewizora Jacuzzi ;-).
Polazilem troche, odwiedzielm resztki slynnej ashramy Maharisziego, co to Beatlesi w niej siedzieli kilka miesiecy w 1968 roku i sie relaksowali, pozwiedzalem brzegi Gangesu i jak na razie jest pozytywnie. Jutro przejde sie troche w gory i zobaczymy co bedzie dalej. A i jeszcze jedno: sa tu wspaniale indyjskie restauracje ! To lubie !

To jeszcze Agra, konkretnie mury fortu.

Wewnatrz fortu Agra. Chyba jakis meczecik maly.

Fort Agra.



A tu mcie charakterystyczny styl dla fortu i Ta Mahal: polprzezroczysty bialy marmur wysadzany polszlachetnymi kamieniami.





Taj Mahal widziany z fortu Agra, blizej potwornie zniszczona rzeka Yamuna.

A tu rzeka Yamuna z mostu kolejowego. Widok oplakany. Przypomnijcie sobie ten widok gdy zachce sie Wam smiecic na ulicy czy gdziekolwiek.


Taj Mahal widziany z drugiej strony rzeki.


A to widok ranny z jednej z restauracji w Agrze.

Tak wyglada przecietny hinduski autobus.

Fatehpur Sikri, imponujaca brama upamietniajaca zwyciestwa Akbara Wielkiego (jakies tam,nie pamietam jakie zwyciestwa).


Dziedziniec Fatehpur Sikri.

Fatehpur Sikri, ruiny starego miasta.


Wieza sloni w Fatehpur Sikri.



Lokalny przysmak w F.S. cisatko z wanialia i pistacjami. Calkiem smaczne.


A tu juz Rishikesh. Widok z mojej miejscowy.

Slynna 13-pietrowa swiatynia w sporej odleglosci.

Resztki ashramy Maharishiego. Tutaj byli The Beatles.



Plaza nad Gangesem.

Ladne Himalaje, ale niskie.


Zacod slonca nad Gangesem...