czwartek, 19 lutego 2009

Dla ciekawych

Spróbuję zamieścić kilka filmów, które niestety były zbyt wielkie, aby wrzucać je na bieżąco, a nie było środowiska aby to skonwertować.

Fragment ceremonii zamknięcia granicy w Attari. Kulminacja - zdjęcie flagi.

Wieczór w Vaarkala (Kerala, wybrzeże Morza Arabskiego).

Plaża w Vaarkala.

piątek, 13 lutego 2009

Pozegnanie z...

Jutro ostatni pelny dzien w Indiach, w przyjemnym Bombaju. Objezdzilem troche to miasto i jest calkiem przyjazne. Dobra komunikacja miejska: rozw3inieta siec polaczen autobusowych (stare angielskie double-deckery), bardzo czeste pociagi, cos w rodzaju trojmiejskiej SKM, czy warszawskiej WKD. Obejrzalem malownicza plaze Chowpatty, ale kapieli bym tam nie zaryzykowal - czystosc wody pozostawia wiele do zyczenia, w zasadzie pozostawia wszystko do zyczenia :-).
Niemniej miasto jest bardzo ladne, mnostwo niezwyklych budynkow z czasow panowania Anglii, zupelnie inny standard zycia niz w pozostalych miejscach, ktore odwiedzilem. O ile New Delhi bylo ladne, ale nieco sztuczne, o tyle Bombaj pulsuje swoim wlasnym zyciem w dosc nawet swiatowym formacie. A... I bylem w kinie na filmie "Slumdog Millionaire". Dobry film, chociaz nie wiem, czy rzeczywistosc w slamsach bombaju jest az tak okrutna, czy to troche przerysowany obraz.
Coz... Do zobaczenia w Polsce za jakies 48 godzin.
PS. Zdjec nie bedzie, kafejka ma wolne pantofle :-). A... Tytul bollywoodzkiego flmu to "Showman". Ogolnie bylo mnostwo nudy i czekania na kilkanascie ujec. O fabule nie wspomne, bo jest beznadziejna, podobnie jak gra aktorska. Takie skrzyzowanie polskiego disco polo z brazylijskim, czy wenezuelsko-hiszpanskim serialem.

środa, 11 lutego 2009

Powrot w tropiki

Tak sie zlozylo, ze 6 lutego marzlem i cierpialem z powodu przeziebienia, a teraz, 11 lutego poce sie jak choroba siedza w kafei internetowej. No coz... W ciagu tych kilku dni przemiscilem sie ponad 2000 km na poludnie... I jestem w Bombaju. I... Normalnie ludzie ! Toz to wyglada na pierwszy rzut oka jak Europa, jak Londyn nie przymierzajac! Ciezkie budowle nawiazujace do stylu wiktorianskiego, normalne ulice, normalne chodniki, normalne swiatla drogowe... Normalne tzn. takie jak w Eurpoie. I normalnie wszystko normalne. Mam nocleg zaraz obok hotelu Taj Mahal, bedacego centralnym punktem tragicznych listopadowych wydarzen, ale nie bojcei sie, tu policjantow woecej niz... ekhm... szczurow :-).
A i jeszcze jedno: podobno jutro jade do Bollywood wystapic w bollywoodzkim hiciorze, hehe. W hostelu w ktorym stoje pojawia sie taki kolo ktory podbiera bialasow jako statystow, bo - wiadomo - tu bialasow jak na lekarstwo. No i sie zapisalem, co tam. Przynajniej pozwiedzam troche Bollywood i jeszcze ponoc 500 rupii dostane :-). Jak wroce to napisze Wam jaki tytul filmu D-).

New Delhi, budynek tzw. Central Secretariat, czyli budynek rzadowy.

War Memorial i Gate of India (w tle). Miejsce defilad i uroczystosci narodowych.

Plan New Delhi. To w lewym gornym rogu to powiekszony Connaught Place. Na planie widac tez inny punkt centralny, w tym miejscu znajduja sie War Memorial i India Gate.

Takie maja fajne metro w New Delhi.

A takie maja rozgardiasz na stacji kolejowej New Delhi. Ale to jeszcze luzik... :-).


Znacie taka stara gre Frogger ? Tutaj jest ostatni poziom. I ma sie tylko jedno zycie... :-)

niedziela, 8 lutego 2009

Stolyca wita !

Cisza i sielskosc McLeod Ganj przeszla do historii. Dosc przejmujacy chlod, ale i rzeskosc powietrza zastapil niezbyt przejrzysty eter stolycy oscylujacy w przyjemnych dla organizmu temperaturach. Po 12 godzinach spedzonych w autobusie klasy - rzekomo - deluxe mialem wrazenie, ze moja glowa eksploduje. Mialem nawet problemy z utrzymaniem rownowagi, chyba ze zmeczenia i przeziebienia. Na wszystko pomoglo kilka godzin snu.
Stolica przywitala mnie wszechobecna drozyzna. Nieprzyzwoicie drogie hotele w standardzie, za ktory w mniejszych miastach placiloby sie polowe tego co tutaj. Niestety, popyt na noclegi jest tu znaczny, w koncu stolica, miejsce praktycznie bez martwego sezonu.
Znalazlem pokoj w dzielnicy Paharganj, mekce nie- i srednio zamoznych turystow. Wszystko tu jest rownie chaotyczne jak wszedzie w Indiach, jak w calym starym Delhi. Dziwne ma sie natomiast wrazenie po wkroczeniu do nowego Delhi. Zycie tam toczy sie jakby na glebszym oddechu: ulice sa przestronniejsze, szeroki, dwujezdniowe, sporo zieleni, ruch jest spokojniejszy i mniej halasliwy (mniej klaksonowy :-). Jak latwo sie domyslec ludzie na ulicach sa mniej widoczni, a to z kolei sprawia, ze charakterystyczny indyjski smaczek ulicy po prostu sie ulatnia, pozostaje gdzies w okolicach starego Delhi.
Zabytki w Delhi sa oczywiscie obrzydliwie drogie, wiec podarowalem sobie placenie 250 rupii za obejrzenie Czerwonego Fortu, czy 200 rupii za wstep do meczetu.
To co najlepsze w zwiedzaniu miejsc to nasiakanie ich atmosfera, przemierzanie ulic bez wiekszego planu, niemal na slepo. No i tak wlasnie uczynilem, przebywajac cala droge od Czerwonego Fortu do New Delhi na piechote. Gdybym wzial riksze wielu rzeczy bym nie zauwazyl i nie poczul.
Oczywiscie wrocilo smaczne indyjskie jedzonko w najlepszym wydaniu: wspaniale thali w cenie 30 rupii, czy przyzwoita masala dosa za tyle samo (jednak najlepsze masala dosy sa na poludniu, skladniki swiezutkie to jest caly sekret).
Aaaa... przejechalem sie tez delhijskim metrem i musze przyznac, ze jestem pod wrazeniem. To zaprzeczenie hinduskosci :-). Jest czyste, pojemne, dobrze zorganizowane i wzglednie punktualne (chociaz zegar wskazujacy czas do przyjazdu metra dlugo wskazywal jedna sekunde zanim przybyl pociag). Metro lepsze niz warszawskie, chociaz stacje nie tak unikalne jak nasze, polskie :-).

Tybetanskie mlynki modlitewne w poblizu najwazniejszej swiatyni tybetabczykow w Indiach - Namgyal gompa.
A to Namgyal Gompa.

W nocy byla w gorach burza, pogoda sie zmienila, co widac na zdjeciu.

Centralny plac w Mcleod Ganj.

A to juz delhijski Paharganj. Jak widac "czysto" i "schludnie" ;-).
Nasi tu byli!
Brama do Jama Masjid, czyli meczetu.

A tu rzut oka na typowe delhijskie piekielko.

Lahore Gate w Czrewonym Forcie. Podobne jak choroba do Fatehpur Sikri i Agra Fort. Nic dziwnego - to samo krolestwo, ten sam
Brama delhijska, wirtualna granica miedzy starym i nowym Delhi.

A tu lezaneczka przy arterii. Hindus moze odpoczywac wszedzie, nawet przy silniku odrzutowym :-).
Takie mamy arterie w nowym miescie.

Specyficzne podejscie.

Mala panoramka New Delhi. Centralny miejscem jest Connaught Place, cos w rodzaju zestawu kilku wielkim rond z promieniscie rozchodzacymi sie arteriami. Ciekawa i bardzo regularna konstrukcja.





Klimacik bazarowy na Paharganju.

środa, 4 lutego 2009

Geba pelna Himalajow...

...A raczej Himalaje pelna geba. Trzy dni temu zawitalem do malego Tybetu, czyli McLeod Ganbj. Tutaj miesci sie Tybetabnski Rzad na Uchodzstwie, tutaj na ulicy spotyka sie wiecej Tybetanczykow niz Hindusow, tutaj mozna zjesc calkiem odmienne od hinduskiego, ale jednakowo pyszne prawdziwe tybetanskie zarcie.
Tybetanska mentalnosc rozni sie nieco od hinduskiej. Widac to juz przy pierwszym kontakcie. Tybetanczycy nie maja w sobie tej pasji sciemniania i oszukiwania bialasa za wszelka cene. Z reguly podaja uczciwa i prawdziwa cene, z ktorej ciezko juz cos stargowac, no bo po prostu jest calkiem uczciwa :-).
Tutaj sa tez wspaniale widoki, w zasiegu wzroku ponadczterotysieczne osniezone szczyty.
Panuje tu tez dosc zimowa aura, tzn. po zmroku temperatura gwaltownie spada gdzies w okolice 0-5 st. C i tak jest do mniej wiecej dziesiatej rano, dopoki slonce nie wychyli sie zza calkiem jednak wysokich himalajskich szczytow. Jest tak zimno, ze az zalapalem male przeziebienie, ale juz je prawie zgubilem :-).
No to tyle na dzisiaj, bo palce troche marzna przy pisaniu :-).

Jeszcze kilka widokow amritsarkiej Zlotej Swiatyni, bo widok to interesujacy o kazdej porze dnia i nocy.



A to typowy pan straznik-Sikh. Sikhowie to dumny, honorowy i wojowniczy narod. Ich muzeum pelne jest malowidel eksponujacych martylorogie tego ludu na przestrzeni wiekow.

Przed wejsciem na teren Zlotej Swiatyni nalezy umyc stopy. NIe wolno tez wchodzic bez nakrycia glowy.

Dziwnie wycyrklowany zegar, nie uwazacie ?

A to w temaie zbiorowego zywienia w Amritsarze.



A tu widoczek o poranku po wyjsciu z pokoju. Potem zmienilem hotel i mam widok bardziej w doline.

Tybetanskie mlynki modlitewne w McLeod Ganj.

A to tradycyjna, przepyszna tybetanska zupka Thenthuk.

Sekretariat tybetanskiego rzadu na uchodzstwie z lotu ptaka.

A to widoczki na ponad 4000 m. Wioska Naddi troche wyzej od McLeod Ganj.


piątek, 30 stycznia 2009

Amritsar, czyli basen pelen nektaru

Rishikesh przebojem wdarl sie na szczyty osobistej i subiektywnej listy najprzyjemniejszych miejsc w Indiach. Jest tam spokojnie, nienachalnie, pieknie, rzadzi natura i w ogole cudnie. Szkoda, ze nie mialem dwoch dni wiecej, zlapalbym autobus i pojechalbym do Joshimath albo gdzies w poblize drugiego sczzytu Indii - Nanda Devi (7816), zeby chociaz z daleka popatrzec. Zrobilem jedynie kilka trasek malenkich, powloczylem sie troche po okolicy, ale jako ze oni nie znaja tutaj samodzielnych szlakow turystycznych, nie dalo sie pochodzic za wiele poza szosami.
Z bolem serca opuscilem wiec oaze spokoju i pojawilem sie dzisiaj rano w Amritsarze. I tu kolejne bardzo przyjemne doswiadczenie. Otoz Amritsar (Amrit Sarowar oznacza tytulowy basen nektaru) to stolica Sikhow, czyli ludu, ktorego religijnym guru (tworca sikhizmu) jest Guru Nanak. Byl to czlek, ktory wyprzedzil swoja epoke: w XVI w. wymyslil sobie, ze wszyscy ludzie sa sobie rowni, kazdy ma prawo do posilku, biednym trzeba pomagac, a owocami swojej pracy sie dzielic. Wszystkie te idee w pelni realizowane sa w duchowym sercu tej religii - Golden Temple, czyli Zlotej Swiatyni. Swiatynia faktycznie lsni szczerozlotym kolorem (podobno na pokrycie kopuly zuzyto 750 kg tego kruszczu). No ale wracajac do wartosci: kazdy kto tu przybedzie, znajdzie kat do spania, moze sie najesc do syta, korzystac z umywalni, prysznicow itd. itp. Taka juz natura Sikhow: dzielic sie ile. Nie musze dodawac, ze posilki sa calkiem pyszne, a ich wydawanie odbywa sie w trybie ciaglym, tzn. podczas gdy jedna hala przyjmuje stolujacych sie, druga jest sprzatana i przygotowywana na przyjecie kolejnej fali, i tak na przemian. Dziala to swietnie. Mam oczywiscie miejscowe w purytanskim pokoju 3-osobowym (standard mnie nigdy nie obchodzil, pod warunkiem ze sciany nie zyja wlasnym zyciem i mrowki czy karaluchy nie maja gniazda w lozku :-), bez oplat rzecz jasna.
Wyprawilem sie tez na oslwaiona granice hindusko-pakistanska. Jedyne przejscie graniczne miedzy tymi krajami miesci sie w odleglym o 30 km Attari. Sa tam trybuny dla widzow, gosciu ktory dyryguje tlumem i w ogole wyglada to jak zawody sportowe. Ceremonia zamkniecia granicy odbywa sie o ustalonej porze, trwa pol godziny i - jak dla mnie - jest bardziej spektaklem kabaretowym niz pokazem sily. Cos jak ministerstwo glupich krork Monthy Pythona. Naprawde :-). Jak sie uda to zamieszcze krotkie filmiki, ktorych nie omieszkalem wykonac. Oczywiscie jak granica miedzy krajami niespecjalnie lubiacymi sie, to i druga strona nie pozostaje dluzna: tez sa trybuny, troche moze inne, bo widac podzial na plci, jest troche ciszej, no i zamisat "Hindustan Zindabad!" (niech zyja Indie), krzyczy sie "Pakistan ....." (costam, nie doslyszalem :-). Ludzi co niemiara, klimat momentami, jak juz pisalem, jak na stadionie sportowym, momentami jak na imprezie techno, i tak to sie odbywa codzienny ognisty pokaz patriotyzmu.
No to tyle. Jutro pojde sobie obejrzec kilka muzeow Sikhizmu. Pewnie nie wiecie, ale Indire Gandhi podobno zabili jej sikhijscy ochroniarze w odwecie za represje wobec wlasnie Sikhow mieszkajacych tutaj, w stanie Punjab.
Poranny widoczek w Rishikesh. W tym kierunku w linii prostej 100km do Nanda Devi :-).


Ganges to tez raj dla rafterow...

... Widac dlaczego.
A to swiete ghaty w Haridwarze. Wedlug wierzen hinduistow tutaj Siva upuscil krople niebianskiego nektaru. Kapiel w tych ghatach skutkuje rozgrzeszeniem.


A to juz Amritsar, centralny punkt - Zlota Swiatynia.

Warto ja obejrzec z roznych perspektyw i o roznych porach dnia. Zmienia sie bardzo mocno.


A to przejscie graniczne w Attari.

Widac kawalek autobusu Delhi-Lahore, zapewniajacego chyba jedyne regularne polaczenie pasazerskie miedzy tymi Indiami i Pakistanem.

Chcieli dogryzc Pak ?;-)

Granica wyglada groznie...


Kawalek Gangesu.