...A raczej Himalaje pelna geba. Trzy dni temu zawitalem do malego Tybetu, czyli McLeod Ganbj. Tutaj miesci sie Tybetabnski Rzad na Uchodzstwie, tutaj na ulicy spotyka sie wiecej Tybetanczykow niz Hindusow, tutaj mozna zjesc calkiem odmienne od hinduskiego, ale jednakowo pyszne prawdziwe tybetanskie zarcie.
Tybetanska mentalnosc rozni sie nieco od hinduskiej. Widac to juz przy pierwszym kontakcie. Tybetanczycy nie maja w sobie tej pasji sciemniania i oszukiwania bialasa za wszelka cene. Z reguly podaja uczciwa i prawdziwa cene, z ktorej ciezko juz cos stargowac, no bo po prostu jest calkiem uczciwa :-).
Tutaj sa tez wspaniale widoki, w zasiegu wzroku ponadczterotysieczne osniezone szczyty.
Panuje tu tez dosc zimowa aura, tzn. po zmroku temperatura gwaltownie spada gdzies w okolice 0-5 st. C i tak jest do mniej wiecej dziesiatej rano, dopoki slonce nie wychyli sie zza calkiem jednak wysokich himalajskich szczytow. Jest tak zimno, ze az zalapalem male przeziebienie, ale juz je prawie zgubilem :-).
No to tyle na dzisiaj, bo palce troche marzna przy pisaniu :-). Jeszcze kilka widokow amritsarkiej Zlotej Swiatyni, bo widok to interesujacy o kazdej porze dnia i nocy.