Jutro ostatni pelny dzien w Indiach, w przyjemnym Bombaju. Objezdzilem troche to miasto i jest calkiem przyjazne. Dobra komunikacja miejska: rozw3inieta siec polaczen autobusowych (stare angielskie double-deckery), bardzo czeste pociagi, cos w rodzaju trojmiejskiej SKM, czy warszawskiej WKD. Obejrzalem malownicza plaze Chowpatty, ale kapieli bym tam nie zaryzykowal - czystosc wody pozostawia wiele do zyczenia, w zasadzie pozostawia wszystko do zyczenia :-).
Niemniej miasto jest bardzo ladne, mnostwo niezwyklych budynkow z czasow panowania Anglii, zupelnie inny standard zycia niz w pozostalych miejscach, ktore odwiedzilem. O ile New Delhi bylo ladne, ale nieco sztuczne, o tyle Bombaj pulsuje swoim wlasnym zyciem w dosc nawet swiatowym formacie. A... I bylem w kinie na filmie "Slumdog Millionaire". Dobry film, chociaz nie wiem, czy rzeczywistosc w slamsach bombaju jest az tak okrutna, czy to troche przerysowany obraz.
Coz... Do zobaczenia w Polsce za jakies 48 godzin.
PS. Zdjec nie bedzie, kafejka ma wolne pantofle :-). A... Tytul bollywoodzkiego flmu to "Showman". Ogolnie bylo mnostwo nudy i czekania na kilkanascie ujec. O fabule nie wspomne, bo jest beznadziejna, podobnie jak gra aktorska. Takie skrzyzowanie polskiego disco polo z brazylijskim, czy wenezuelsko-hiszpanskim serialem.