piątek, 31 grudnia 2010

Zyskalem 6 godzin...

Trasa Amsterdam - Madryt -Lima zostawila po sobie bol glowy i ogolne otepienie, nawet po 3 godzinach snu w dosc przytulnym hostelu Aquisito. Hotelik miesci sie w dzielnicy Barranco, spokojniejszej czesci Limy. Do centrum jest stad 7-8 kilometrow.
Aktywnosc dzisiejsza ogranicza sie do ogolnej mobilizacji i mentalnego przestawiania sie na lokalne uwarunkowania, czyli "tego nie rob, tamtego lepiej zebys nie robil", itp. itd. Rzutuje to na najprostsze codzienne czynnosci. Chocby taki niepozorny szczegol jak woda w kranie bedaca oaza wszelkiego,niezbyt przyjaznego dla ludzkich trzewiow, zycia. Lepiej sie do tego dopasowac.
Szefowa miejsca, w ktorym sie zatrzymalem, wylozyla mi gdzie, co i jak w okolicy. Dostalem plan z masa chaotycznych zapiskow na marginesach i wszedzie gdzie sie da :-). Rzecz pozornie bezcenna dla peruwianskiego zoltodzioba, tylko wez sie w tym czlowieku rozczytaj :-). Jutro, uzbrojony w te zapiski, bede testowal dziki i nieprzenikniony swiatek lokalnej komunikacji publicznej.
A i jeszcze jedna trudnosc, ktorej organizm musial stawic czola: tu jest wilgotno i cieplo. Nie goraco, ale tak przyjemnie cieplo. Troche ponad 20 stopni mysle. Wilgotnosc powietrza widac w oddaleniu - wybrzeze Pacyfiku w zasiegu oka i spaceru.
Ide cos kupic i zjesc.Bastion vege troche zachwieje sie w posadach - planuje sprobowac cos co sie zwie ceviche, glowny skladnik - ryby.
Tak sie chyba mieszka w Peru

Tak sie mieszka w starym stylu

Wnetrze tradycyjneg baru, legendy tej dzielnicy (w szafkach saame trunki)

Klif i Pacyfik

W zyciu takiej konstrukcji dachu nie widzialem




Metropolitano, niedawn wprowadzony system komunikacji publicznej. Wyglada jak kolej czy tramwaje.




Taki przydomowy ogrodek z kaktusami.


Troche widokow z barrankowego klifu i garbus, ktorych tu masa (Meksyk blisko).