Emergency Quota zadzialala, tryby kolejowej machiny urzedniczej przeskoczyly o jeden zab, ktos przystawil pieczatke i dostalem miejsce w pociagu relacji Ernakulam Town - Bangalore City. W dzien wyjazdu przelazlem polowe Ernakulam z plecakiem i bylo to bardzo przyjemne zapoznanie sie z miastem, ktore takie najgorsze nie jest. Mijalem stoiska z lokalnymi przekaskami, dobre indyjskie knajpy, do jednej nawet zaszedlem na posilek, konkretnie briyani (ryz z ostrymi warzywami, do tego osobno superostre sosy).
Pol godziny po posilku bylem na dworcu Ernakulam Town, gdzie zostawilem tobol i poszedlem ponownie w miasto. Nakupowalem tone zarcie na droge, jak sie pozniej okazalo niepotrzebnie, bo lokalesi organizuja niezly catering na kazdej stacji kolejowej. Mozna tez kupic posilek w pociagu, u obslugi wagonu (tak, wagonu, nie skladu).
Kolej tutaj dziala troche lepiej niz w Polsze (co chyba nie jest trudne). Pociagi nocne maja wagony roznych klas, ja akurat podrozowalem klasa 3AC, czyli klima, lozko, posciel od obslugi, ewentualnie posilki.
Lozka w tej klasie sa zorganizowane po 3, z tym, ze srodkowe w ciagu dnia pelni funkcje oparcia dla najnizszego, ktore z kolei sluzy lako siedzenie dla calej trojki podroznych. Pociag nocny za bardzo sie nie spieszyl, ale czy to ma znaczenie, jesli mamy noc, lozko, posciel, itp.
Rano w Bangalore wyladowalem o 6.30 z lekkim bolem glowy (nie lubie spac w podrozy), od razu polecialem rezerwowac bilet na autobus do Hampi. Okazalo sie, ze bus z sypialny jedzie do pobliskiego Hospet, wiec kupilem. Pozostalo tylko zorganizowanie sobie dnia w Bangalore, bo bus ruszal o 23.15.
Wzialem riksze i pojechalem do Ogrodu Botanicznego. Naprawde ladne miejsce, miejscami bardzo ciche, zielone, czyste i zadbane (jak nie w Indiach ;-). Ogrod nawiedzaja tlumy dosc nowoczesnych Hindusow (bo i miasto nowoczesne, w koncu to indyjska Silicon Valley), nie zraza ich nawet bilet wstepu do tegoz parku (10 Rs).
Po ogrodzie przeszedlem sie troche zaulkami miasta i sie zawiodlem. Brod i smrod w niektorych rejonach niemilosierny. Wstyd dla jednego z bogatszych indyjskich miast. Chcialem obejrzec imponujacy Jama Masjid, ale okazalo sie, ze lezy on w epicentrum zgielku, chaosu, brudu i do tego jego otoczenie oszpecone jest betonowymi estakadami. Zrazony wzialem riksze i pojechalem na dworzec. Na dworcu miale dosc czasu zeby sie rpzepakowac, zabezpieczyc bagaz, zjesc dwa posilki, dowiedziec sie dokladnie jaki autobus, skad, jaki kolor, typ itp.
O 23.15 wystartowalem. Druga noc w podrozy - dosc ciezko. Ale organizm sie chyba przystosowal, bo pomimo warunkow gorszych niz kolejowe spedzilem te noc mniej wiecej tak samo, czyli 4 godziny snu jakos :-).
W Hospet wyladowalem o 5.30 i, razem z dwiema dziewczynami z Izraela zrzucilismy sie na riksze do Hampi. Pierwsze spostrzezenie po przyjezdzie: jak tu zzzziimno! Nad ranem bylo zimno jak choroba, albo przyzwyczailem sie do tropikalnych warunkow i temperatury nie spadajacej ponizej 20 st. nawet przed wschodem slonca. No coz, w Bangalore wieczorem widzialem ludzi w welnianych czapkach i szalikach, albo wcieplych nausznikach :-).
W Hampi okazalo sie ze o pelnia sezonu i o miejsca ciezko. Ostatecznie znalazlem wolny pokoj na koncu wioski (ale bez tragedii). Zobaczymy jak sie bedzie mieszkac.
Hampi zachwyca krajobrazami (skaly i ogromne glazy po horyzont), no i porozrzucanymi posrod skal swiatyniami. Jutro pozycze se rower i objade wszystko co sie da.
To tyle na dzisiaj. Zdjec nie bedzie, bo kafejka ma strasznie wolne lacze. Pozdrowienia.