sobota, 13 grudnia 2008

Poczatek

To moze na poczatek kilka slow o sobie, na poczatek...
Wszystko zaczelo sie 18 listopada, byl to wtorek. Podroz rozpoczalem o godzinie 4.30 (start zolto-niebieska torpeda kolejowa do Torunia), u celu bylem 19 listopada o godzinie ok. 20.00 czasu lokalnego oczywiscie.
Podroz, a szczegolnie dlugie godziny spedzone na przysypianiu na brudnawych lawkach lotniska Szeriemietiewo, a potem drucianych krzeselkach indyjskich lotnisk w Bomabju i Bangalore, wymeczyly mnie mocno. Do tego stopnia, ze ostatni etap podrozy odbylem taksowka, co bylo rozwiazaniem ekstremalnie drogim (jak na indyjskie warunki oczywiscie). Nie musze dodawac,ze ostatni etap przycmil wszystkie samolotowe starty, ladowania, turbulencje i uzeranie sie z ruskimi stewardessami.
Jako ze czasu minelo sporo, zamieszcze kilka zdjec. W koncu jeden obraz zastepuje tysiac slow :-). Uprzedzam, ze zdjecia zaladowaly sie niechronologicznie (i tak zbyt dlugo siedzialem przed komputerem).

Moja miejscowa w dormitorium w Dhanwantari Ashram. Purystycznie, ale nie bylo powodow do narzekan.
Serce ashramu - Satsang Hall. Tutaj sie medytuje i spiewa chants poswiecone hinduskim bogom (jak ktos lubi ;-).

Dining hall - to chyba najprzyjemniejsze miejsce w Ashramie. Posilki to byla uczta dla zmyslow, zoladka i wszystkich innych trzewiow.

Gekonik malenki biega po scianie. Dzungla...

A oto i satsang.

Spektakl - zespol uprawiajacy tradycyjny keralski taniec Katakali.




Hindus, Niemiec dwa bratanki, czy jakos tak. Stephen i Binu.

Wodospad publiczna laznia ? Czemu nie...

Morze Arabskie, prawie najbardziej na poludnie wysuniety kontynentalny punkt Indii (brakuje z kilometr moze).


Mistrzu - zbieracz kokosow wlasnie robi interes zycia :-).

Kanya Kumari - Vivekananda Memorial. Vivekananda (wandering monk) byl jednym z wielkich przywodcow duchowych i myslicieli hinduskich.


Hinduska Statua Wolnosci - przedstawia jakiegos narodowego wieszcza, zapomnialem tylko jakiego :-).

Widok spod stop wieszcza...

A tu wieszcz i Vivekananda Memorial z dalekiej perspektywy.



Jedno z mistycznych miejsc Indii - Kanya Kumari. Tutaj zbiegaja sie trzy akweny: Morze Arabskie, Zatoka Bengalska i Ocean Indyjski.

Plaza obok ghat na Kanya Kumari. Jak widac srednie zageszczenie jest znaczne. Indie nie sa rajem dla mizantropow :-).

Parna dzungla mniej wiecej o wschodzie slonca (kolo 6 rano). Temperatura niegrudniowa (jak na polskie warunki oczywiscie).

Znowu parna dzungla.

Parna dzungla III.


Lokalny folkror, czyli jakies hinduskie bostwa. Probowalem sie z nimi zaprzyjaznic...
Takie pospolite drzewo (tylko zapomnialem odwrocic zdjecie).
Neyyar Dam - od niej swa nazwe wziela wioska niedaleko Dhanvantari Ashram.
Hinduski taksiarz-mistrz kierownicy. W trakcie ponadgodzinnej jazdy uzyl ze 200 razy dzwigni zmiany biegow, 2 razy kierunkowskazow i z 700 razy klaksonu. Jestem pewien, ze Hindusi przoduja jesli chodzi o ilosc mistrzow kierownicy na 1000 mieszkancow.

Przynudnawe i przybrudnawe podmoskiewskie lotnisko.