piątek, 26 grudnia 2008

Foty z Cochin

Dzis sie lenilem, pojechalem ze Stevem z San Francisco, znajomym jeszcze z Sivananda Ashram (notabene spotykam go trzeci raz od czasu gdy opusiclem ashram :-) na Wypeen Island, konkretnie na plaze Cherai. Bardzo ladne miejsce, szczegolnie ze wzgledu na wzgledna czystosc i brak osobnikow homo sapiens wszelakich kolorow skory.
Ogolnie Cochin i okolice znam juz na wylot, wiec nic tu po mnie :-). Jutro wybywam, przeprawiam sie na drugi brzeg i bede polowal na pociag do Bangalore. Rezerwacja miejsca w pociagu to tutaj niezla zabawa jest, dosc powiedziec, ze w biurze jezerwacji spedzilem bite 2 godziny, biegajac w miedzyczasie do biura tzw. Area Manager, aby zapytac czy aby na pewno moge zlozyc wniosek o pieknej nazwie Emergency Quota.
Wyglada, ze jest to skomplikowane i nie dla ludzi slabej wiary ;-). Dlaczego > Juz wyjasniam: kupilem bilet, ale nie mam miejsca w pociagu, jestem na tw. liscie oczekujacych. Stan obecny: 32 w kolejce i idzie do przodu (2 godziny temu bylem 44.). I to jest dobra strona tego wypasionego, zbiurokratyzowanego systemu: mozna w kazdej chwili sprawdzic status swojego biletu. Oprocz normalnego toku jest jeszcze oczywiscie w zanadrzu moja Emergency Quota. Jutro zadzwonie i dowiem sie, czy cos ona pomogla. Jak nie, to bede probowal znalezc jakis w miare przyjemny autobus do Bangalore. Indie to wielki kraj wiec niby nic, blisko, przemieszczac sie bede caly czas w obrebie poludniowych Indii, wiec fakt, ze podroz zajmie 11 godzin jest w zasadzie nieistotny. Najwiekszy skok, z Hampi gdzies w okolice Jaipur jeszcze przede mna. Spodziewam sie spedzic w pociagu jakies dwa dni, hehe.
No i to tyle. Dorzuce jeszcze tylko komentarze do zdjec, ktore wrzucilem zanim wylaczyli prad w miescie (no to taki innego typu lokalny folklor, o okreslonej porze codziennie wylaczaj prad na jakis czas :-).

Rybacy z tych pajeczych sieci chinskich takie rzeczy lapia.

Ktos mi powie co to za owoc ? Calkiem pyszny, wyzera sie ze srodka miazsz i wypluwa pestki. Lokalesi, gdy spytalem ich o nazwe, zabulgotali cos, wiec nie dowiedzialem sie od nich nazwy .

A to knajpa lokalesowa, w kotrej wczoraj jadlem cosik. Bezpieczenstwo tzw. restauracji tutaj mozna okreslic nie na podstawie wystroju wnetrza, czy wygladu potraw, a jedynie na podstawie ilosci osob ja odwiedzajacych. Ta byla zdecydowanie bezpieczna: mnostwo rikszarzy i hinduskie rodziny z dziecmi (co daje +1000 punktow do wiarygodnosci knajpy :-). To, ze serwuja tylko jedno danie (porotte) w kilku odmianach, jest nieistotne.

A to moja lokalesowa porota, konkretnie veggie porota. Calkiem smaczna.

Wieza zegarowa obok przestarej synagogi Pardesi w zydowskim miescie. Synagogi nie widac, jest po lewej za murem (zdjecia wewnatrz byly kategorycznie zabronione).

Ta zabudowa nie wyglada na hinduska. To dzielnica zydowska w poblizu Palacu Matancherry, wschodna czesc Fortu Cochin.

To tez dzielnica zydowska.

A to Palac Matancherry. Zostal on zbudowany w 1500 ktorymstam jako rekompensata dla lokalnego krola za zniszczenie przez Portugalczykow hinduskich swiatyn. W srodku wielkie wrazenie robia malowidla na scianach nawiazujace do hinduskiej mitologii.

Krypta grobowa Vasco da Gamy w kosciele Sw. Franciszka. Tutaj spoczywal przez 14 lat, zanim jego szczatki przeniesiono do Lizbony.

Mistrzu fakir na goscinnych wystepach w Cochin. Takie male koberki mial w tych koszykach, tanczyly jak im zagral ;-).

Chinska siec w indyjskich wodach przybrzeznych.

Wnetrze kosciola Sw. Franciszka. Czuje sie 5 wiekow historii.

A to wnetrze Bazyliki Santa Cruz. Akurat odbywalo sie nabozenstwo w Boze Narodzenie.

Bazylika Santa Cruz z zewnatrz.

...I w nocy.
A to oblednie zatloczony i halasliwy Bazaar w Ernakulam. Dzienica chyba dawna zydowska, ulica Broadway (i wcale nie byla szeroka, jak widac).

A tutaj nie wiem o co chodzilo, pokaz gigantycznego ciasta mial sie odbyc :-). Hindusi tak maja, sa maniakami krykieta, maja w TV kanal krykietowy 24h/dobe, wiec moze tez uwielbiaja ogladac gigantyczne ciastka :-).