Lima to miasto kontrastow. Sa miejsca gdzie mozna zobaczyc piekny swiat (Miraflores), sa takie gdzie mozna by zobaczyc bardziej prawdziwa strone miasta i kraju, ale lepiej sie tam nie zapuszczac. Przedwczoraj wieczorem przeskoczylem do Santiago, stolicy Chile. Geograficznie przekroczylem tylko jedna granice, ale roznic widac bardzo duzo. Swoja droga to fascynujace skad bierze sie taka rozbieznosc w historii i drodze dwoch sasiednich krajow. Santiago to miasto przyjemne, z rozesmianymi ludzmi na ulicach, w parkach, ze szczesliwymi dzieciakami bawiacymi sie zamiast pomagac rodzicom w dorobieniu grosza, niewazne czy w granicach prawa, czy poza nim. Mlodzi ludzie maja swoje zainteresowania: sluchaja muzyki, skejtuja, odpoczywaja... Wczoraj byl tu w centrum wielki festyn mlodych ludzi, zaczyna sie chyba rok akademicki i glowny plac byl pelen ludzi i instalacji oraz przedsawien wystawianych przez mlodych. Warto bylo w tym uczestniczyc. Miasto ma ladne i regularne centrum z mieszanka stylow architektonicznych. Jest ociupinka kolonialnego klimatu, jest troche klasycyzmu w stylu amerykanskim (cos jak Empire State Building z bogato zdobionymi kamiennymi fasadami), jest tez nowoczesna zabudowa w stylu stal i szklo. Oprocz tego jest dobra siec metra, niezle drogi i ogolnie wszystko dziala sprawnie. KLimat tez jest bardzo przyjemny. Teraz jest lato, temperatury dochodza do prawie 30 stopni. Jak dla mnie goraco. Jutro spadam dalej na poludnie i internet sie bedzie powoli konczyl. Zdjec nie bedzie, nie mam kabla. 